sobota, 19 października 2013

To, co ważne...

Druga połówka tego bloga (czyli niezastąpiona Weronika ;)) już zdążyła się przedstawić, a nawet napisać coś więcej na temat, dla którego zaglądam tu ja czy Ty. Teraz pora na mnie!

Próbuję sobie przypomnieć moment, w którym rozpoczęłam swoją przygodę ze zdrowiem, aktywnością i … beztroską radością - taką radością bez wyrzeczeń… Myślę, że pierwszy krok zrobiłam już jakieś 7 lat temu. Wtedy zaczęłam skromnie – od ćwiczenia zwykłych, prostych brzuszków. Podpatrzyłam co nieco na lekcjach wf-u i kontynuowałam w domu :D Starałam się robić to regularnie, każdego dnia, ale nie zawsze szło po mojej myśli. Czasem rezygnowałam na kilka dni, tydzień, potem wracałam. Jednak, jak się domyślacie, nie dostrzegałam większych zmian w swoim ciele. Jakieś 3 lata później odkryłam jedną z największych pasji mojego życia – TANIEC LATINO! Zakochałam się. Zajęcia miałam raz w tygodniu, trwały 2 godziny. Wracałam do domu po zmroku, często zmarznięta czekałam na autobus, który nie nadjeżdżał od pond pół godziny, ale stałam na przystanku i mało co nie skakałam z radości! Czułam się taka lekka, szczęśliwa, przepełniona pozytywną wewnętrzną energią. Po prostu chciało się żyć! Tańczyłam tak przez ok. 2 lata, potem trochę się w moim życiu pozmieniało, a ja zaczęłam chcieć czegoś więcej niż tylko ‘studiowania’ i tańczenia. Wyjechałam do Warszawy, udało mi się przenieść na kolejny rok studiów do stolicy i zaczęłam budować siebie, swój świat od nowa. Z tańca musiałam na jakiś czas zrezygnować, poświęciłam go w pełni sprawom uczelnianym, poznawaniu nowych ludzi i miejsc, poszukiwaniu kolejnych możliwości, odkrywaniu siebie. Zaczęłam rozwijać kolejne swoje zainteresowania (głównie pisanie – trochę poetyckie, trochę psychologiczne), odnalazłam w sobie jeszcze kilka pięknych pasji (m.in. psychologię lotnictwa). W Warszawie jestem już od ponad roku, w styczniu minie też rok odkąd świadomie ćwiczę, racjonalnie się odżywiam i… słucham siebie. O różnego rodzaju ćwiczeniach słuchałam głównie przebywając w towarzystwie znajomych, którzy się podjęli tego wyzwania. Pewnego dnia po prostu postanowiłam spróbować
J Pomyślałam: ‘niczego nie tracę, a zyskać mogę to, czego czasem bardzo brakuje – pewność siebie, zadowolenie z tego, jak się czuję, jak wyglądam, spory zapas zdrowej energii’. Czemu nie?! Z natury jestem uparta, wiedziałam, że efekty nie pojawią się od razu, dałam sobie dwa miesiące. Zastąpiłam zwykłe brzuszki początkowo słynnymi ćwiczeniami Ewy Chodakowskiej, potem wyszukiwałam co się dało, wybierałam to, co mnie przyciągało, szczególnie zainteresowało. Ćwiczyłam 6, czasem 7 razy w tygodniu. Po dwóch miesiącach zauważyłam pierwsze efekty. Schudłam, poprawiła się moja kondycja, kształty. To było zdecydowanie lepsze niż brzuszki! Zdrowe żywienie pojawiło się trochę później. Zaczęłam dociekać, doszukiwać się informacji na temat świadomego żywienia, wcześniej z wielu rzeczy nie zdawałam sobie sprawy. I wiecie co? Te proste zamiany, np. białego, pszennego makaronu na razowy, zwyczajnie mi posmakowały J spodobała mi się kuchnia zwana modnie ‘fit’ czy ‘light’. Poza tym jej odkrywanie, własne kompozycje i eksperymenty kulinarne, okazały się być niezłą zabawą, sprawiały i nadal sprawiają mi wielką frajdę.

Teraz tak sobie myślę… najtrudniejszy jest ten pierwszy krok, potem wciągasz się coraz bardziej! 
Co jest jeszcze ważne? Według mnie SŁUCHANIE SIEBIE, swojego organizmu, swojego serducha. One dostarczą najlepszych informacji

o tym, czego akurat nam brakuje, czego potrzebujemy najbardziej. Nie chodzi o to, aby wprowadzać rygor, karać się za każdy błąd czy słabość, zamęczać ćwiczeniami, głodzić. Taki tryb życia prowadzi w ciemny zaułek. MAMY SIEBIE SZANOWAĆ, uszczęśliwiać, głaskać po główce, nagradzać i z dumą podchodzić do nawet najmniejszych sukcesów. O motywację się nie martwcie – po to macie nas – masę młodych dziewczyn i dojrzałych kobiet, które chcą o siebie dbać i żyć lepiej, bardziej świadomie, bardziej pewnie, po prostu radośniej. Wystarczy doceniać te małe rzeczy, mocno chcieć i mocno dążyć, nie zapominając przy tym o szacunku dla własnej skromnej osóbki. Naprawdę! A ciąg dalszy nastąpi… ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz